image Niemal bez wyjątku byli to zawodowi dziennikarze, często wyzyskiwani niemiłosiernie przez swych chlebodawców, a jednak trwający na placówce. Wyjątek stanowił tu chyba jeden jedyny Sienkiewicz, który dzięki przyjaznemu zbiegowi okoliczności wyzwolił się z pęt wydawcy i pod koniec swej kariery doszedł do pieniędzy. Zjawiskiem szczątkowym i ginącym byli pisarze-ziemianie, jak Bliziński lub Maciejowski-Sewer, którzy starość spędzali na bruku miejskim, żyjąc z resztek kapitału ocalonego po bankructwie wiejskim. W sumie byli to ludzie „wysadzeni z siodła”, zarabiający piórem na życie, co nie było sprawą ani prostą, ani łatwą. O trudnościach tego zarobkowania świadczą losy dwu popularnych humorystów, Michała Bałuckiego i Mikołaja Biernackiego, którzy, przekroczywszy sześćdziesiątkę, w tym samym roku 1901 popełnili samobójstwo. W grę jednak wchodziły tu czynniki nie tylko naturalne – decydować mogło poczucie obcości wywołane zmianą mody literackiej. Jak silne było oddziaływanie tego czynnika, mówią fakty. Gody życia Dygasińskiego, przez zrozumiałe nieporozumienie uznane za arcydzieło, Legenda Maciejowskiego-Sewera, Anastazja Orzeszkowej wreszcie – oto dokumenty kapitulacji wobec mody, nieudałe próbki stylu nowego, neoromantycznego. Są one dowodem, iż około r. 1900 prąd stary począł wygasać, przynajmniej w twórczości ogólnej. Wyjątkiem byli tu pisarze szczytowi – Prus i Sienkiewicz.